Zdjęcia powiązane

Dodaj zdjęcie z innego okresu
lub zdjęcie powiązane

Widok w kierunku ulicy z okna kamienicy czynszowej, zbudowanej na przełomie XIX/XX wieku i jak na tamte czasy zupełnie przyzwoitej, choć bez „wygód” – to jednak z wodociągami, skanalizowanej i zgazyfikowanej, porządku zaś doglądało – a jakże, dozorcostwo, mieszkające niczym „cerberzy” na parterze! Dom przetrwał wojnę trafiony ledwo jednym pociskiem armatnim, Właścicielka – jeszcze od czasów austriackich, miała szczęście – bo zmarła zanim zdążyli się z nią rozprawić wyzwoliciele lub późniejsza władza ludowa, miejsce ostatniego spoczynku też znalazła godne – pod jedną z jabłonek na własnym podwórku (á la guerre, comme á la guerre…), gdzie zaś dokładnie leży – nikt już nie potrafi dzisiaj określić, a więc tak zostało i chyba już pozostanie. Poza Dozorczynią – zamieszkali tu sami powojenni tułacze, zwyczajni ludzie żyjący z pracy własnych rąk: robotnicy, kierowcy, rzemieślnicy, pożarnicy, biuraliści, no i oczywiście emeryci. Do niedawna wyglądając przez okno na ulicę, roztaczał się przed ich oczyma widok nie na to widoczne na zdjęciu boisko do siatkówki – w zimie ślizgawkę, lecz na parterową chatę typu najzupełniej wiejskiego, ustawionej ścianą szczytową swej części drewnianej w kierunku ulicy, murowanej w kierunku ogrodów po stronie wschodniej, rozciągających się pomiędzy zabudowaniami ulic Sobieskiego i Cieszyńskiej, hen aż po Kopernika! Część murowaną chałupy zamieszkiwała Pani Rozmusowa z córeczką i wiecznie szczekającym pieskiem, była też posiadaczką – jak się na rustykalnych przedmieściach należy, kilku kur i … kozy, mających swą siedzibę w małej stajence za domem. Za parkanem po stronie południowej – gdzie teraz widać wysoką kamienicę, był plac budowlany, wykorzystywany przez nas, chłopaków do gry w piłkę kopaną do jednej, rzadziej dwóch bramek, potem krótko był tam skład opałowy i sprzętu budowlanego: drabin, desek, kalfasów, narzędzi itp., aby wreszcie gdzieś w połowie lat pięćdziesiątych ustąpić budowie dwuklatkowej kamienicy – dla „lepszych ludzi”: milicjantów, wojskowych, urzędników, artystów itp. Skąd zatem to boisko? Powstało ono już po zbudowaniu na wspomnianych ogrodach miniosiedla SM „Strzecha” przy ulicy Czystej, z inicjatywy Samorządu Mieszkańców i w ich czynie społecznym, a znany nam już z innych wpisów jako „Antek Burzyciel” Prezydent Miasta Antoni Kobiela – w nagrodę przekazał Samorządowi telewizor kolorowy – wielką wówczas rzadkość, który ustawiony został ku ogólnej radości w Klubie Osiedlowym przy ulicy Skargi Nr 4! No dobrze – ale co to za zabudowania w tle? zapyta może ciekawski P.T. Pasjonat. Tym razem dosyć się już rozpisałem, może nadarzy się jednak jeszcze kiedyś inna okazja?

Komentarze

3 responses to “Ulica Piotra Skargi Nr 7, widok z okna II piętra, status quo ante i post ante

  1. Dam głowę, że ów wspaniały automobil , zwany dziś "kanciokiem", miał rejestrację "BBA" ;)

  2. Jaki "kanciok": od zawsze "bryczka" lub "czerwona strzała", a rejestracja faktycznie zaczynała się od uniwersalnego symbolu "BBA", reszty nie pamiętam, musiałbym poszperać po mandatach milicyjnych (za szybkość!) A to określenie "kanciok" wymyśleli zazdrośnicy ujeżdzający te swoje "skarpety", "mydelniczki" no i wreszcie "maluchy"! Pozdrawiam serdecznie!

  3. Kanciok był, jest i pozostanie K A N C I O K I E M. A właściciel był obligatoryjnie przyodziany chrzuściokiem czyli ortalionem. Dziś jest prościej: fura, skóra i komóra!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *.
Jesteś niezalogowany lub niezarejestrowany. Twój komentarz będzie widoczny po zaakceptowaniu przez Administratora strony. Możesz się zalogować lub zarejestrować.