Zdjęcia powiązane

Dodaj zdjęcie z innego okresu
lub zdjęcie powiązane

Chętnie przyznaję: tłem tego zdjęcia, czyli obiektami większej i małej architektury, pojazdami, przyrodą – nikomu tym razem nie zaimponuję, już na pierwszy rzut oka widać, że właściwym obiektem fotografii były obie panie: Alicja i jej koleżanka szkolna, Barbara. Gdyby zamiast tej ciężarówki – znalazł się na zdjęciu tramwaj, żeby choćby tylko liznąć jedną z uroczych willi Mänhardt`a po drugiej stronie ulicy Partyzantów – byłej Blichowej, zwłaszcza zaś uchwycić tę jakby unosząca się nad starówką, monumentalną campanillę Świętego Mikołaja – wystarczyło zrobić zdjęcie trochę wcześniej lub później! Coś za coś: dzięki termu udało mi się wyróżnić ten wielki, elektryczny zegar zawieszony nad zakładem zegarmistrzowskim, na którym codziennie, spiesząc rano do pracy w BFOD „Befado”, sprawdzałem, czy się aby nie spóźnię. Dzisiaj trudno sobie wyobrazić ówczesny niedostatek materialny, wystarczy powiedzieć, że pierwszy zegarek (na zakup którego zaciągnąłem pożyczkę w Kasie Samozapomogowej „Befado”), elegancki szwajcarski „Atlantic” z centralnym sekundnikiem (!), nabyłem dopiero w 1960 roku, w wieku dwudziestu pięciu lat! „No to jakim cudem się nie spóźniałeś?” A spóźniałem się, bestyja, i to wcale często…

Komentarze

3 responses to “Ulica Partyzantów Nr 29, status quo ante i post ante

  1. Zegarmistrz, który prowadził ten zakład nazywał się chyba Grzybowski? Tuz obok jest warzywniak i zakład szklarski, które tez są tam od wielu,wielu lat.

  2. Być może trochę dziś przynudzę, ale chyba nie Ciebie, drogi KLK. Poruszyła mnie Twoja uwaga na temat zegarka Atlantic. Kiedy już przeczytałem Twój komentarz, to w te pędy zagłębiłem się w szufladę mojej komody z pamiątkami. I znalazłem - cudo. Zegarek mojej babci, prawdziwy szwajcar marki Enicar z 17-toma rubinami i również z centralnym sekundnikiem. Podarowała mi go krótko przed swoją śmiercią, i opowiedziała jego historię. Kupiła go krótko przed wojną, w sklepie jubilerskim przy ul. Barlickiego, który w szczątkowej postaci istnieje do dziś. Vide fotka1. Ujrzawszy to cudo na wystawie sklepowej pobiegła do domu, zabrała wszystkie swoje oszczędności i wróciła do sklepu, by spełnić swoje marzenia o odrobinie luksusu. Bidulka. Zegarek jest piękny (fotka2), choć bez koronki. Ale to nie będzie problemem dla zegarmistrza. Dam dorobić koronkę i wymienię porysowane szkiełko, każę też założyć odpowiedni, gustowny pasek ze skóry i będę nosił z dumą! A później przekażę go synom, pod warunkiem, że zrobią kiedyś tak samo. Wzruszył mnie, Konradzie, ten Twój Atlantic, i spowodował fajny ciąg dalszy. Dziękuję Ci.

  3. ... oto cytat, "wysznupany" przeze mnie w otmętach internetu: "W przeglądzie produktów firmy Omega pokazano model naręczny z centralną wskazówką sekundową, który pojawił się w ofercie w roku 1936. Nosił on nazwę „Medicus”, co jednoznacznie sugeruje potrzebę posiadania wskazań centralnego sekundnika przez lekarzy". Z tego widać, że potrzeby profesjonalistów, już wówczas (przed II W.Ś.) rychło przełożyły się w sferę komercji. Latająca wokół środka zegarka, cieniutka, migotliwa wskazówka, nadawała mu blasku, uświadamiała bardziej, niż niemrawa minutowa, upływ czasu. To MUSIAŁO zachwycać w owych czasach. Już nie dziwię się mojej Babci, że zaniemówiła na widok cykającego Enicara, i pofrunęła do domu po zaskórniaki, by kupić sobie to cudo. Quod erat demonstrandum :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *.
Jesteś niezalogowany lub niezarejestrowany. Twój komentarz będzie widoczny po zaakceptowaniu przez Administratora strony. Możesz się zalogować lub zarejestrować.