Zdjęcia powiązane

Dodaj zdjęcie z innego okresu
lub zdjęcie powiązane

Ależ się tu dzieje na tym zdjęciu przed Hotelem Prezydent i dopiero co otwartym Domem Technika, w neorenesansowej dobudówce mieszczącej od 1920 roku restaurację hotelową! Proszę tylko spojrzeć na socrealistyczny portyk kolumnowy tego Domu, do którego wielka reklama zaprasza na WYSTAWĘ, na pomnik Warszawskiej Syrenki dłuta samego Ryszarda Sroczyńskiego z małą fontanną – dar wdzięcznej Warszawy za bielski wkład w jej odbudowę, zwłaszcza zaś na aż trzy (!) okazałe palmy ustawione we wdzięcznej grupce – na wprost zejścia na Przechód Schodowy, do niedawna Pasaż Jagiellonów, przed wojną Pasaż Lindnera, a dla Starych Bielszczan po prostu Drugi Pasaż! Znamy już te palmy, które miały nam w siermiężnych czasach zastąpić egzotykę niedostępnych krajów południowych, radowały przecież oko także przed Komitetem Miejskim PZPR i na Kąpielisku Miejskim, a także w co ważniejszych gmachach publicznych, takie jak banki. Ileż by tu można było snuć opowieści o wspomnianych rekwizytach: i tak z modernistycznej Syrenki – jeszcze w modelu, ponoć niezadowoleni byli bielscy notable i kazali Mistrzowi Sroczyńskiemu powiększyć jej … biust (a jakże!), no i on bez ceregieli trochę gipsu w palce i efekt widoczny każdemu na odlewie! Znowu w jednej z okalających Przechód Schodowy mało okazałych bud miał swoją pracownię fotograficzną p. Stefanowicz – ojciec sławetnego później spikera telewizyjnego Witolda… Ale – my tu gadu, gadu, a cóż to za jeden, ten blondyn w garniturze wizytowym ekstra, z naszymi zachwyconymi paniami: Alicją, Dorą i jej córką? To nikt inny, aniżeli poznany na lipcowym Obozie Grunwaldzkim 1960 roku, kiedy to jako młodzi ZMS-owcy dawaliśmy odpór Adenauerowi za jego prowokacyjny występ w płaszczu krzyżackim, kolega z Siemianowic Śląskich, o ksywie „Latający Holender” – bo stale się urywał z wszystkich szkoleń i zajęć indoktrynacyjnych! Widząc nas przechodzących obok Hotelu, wybiegł z restauracji i zaprosił na piwo! Z tego choćby tylko widać, jak to nasze Bielsko było wtedy – jak zresztą i przed wojną, en vogue na całym Śląsku; kelnerowi spieszącemu ku nam w lansadach, powiedział: „Noch drei Bier – bitte!”, a nam puszczając oko: „Jestem tu za Niemca, bo mnie wtedy lepiej obsługują!”…

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *.
Jesteś niezalogowany lub niezarejestrowany. Twój komentarz będzie widoczny po zaakceptowaniu przez Administratora strony. Możesz się zalogować lub zarejestrować.