Zdjęcia powiązane

Dodaj zdjęcie z innego okresu
lub zdjęcie powiązane

To Równica w dniu powszechnym, a zatem nietłoczno tu tego późnego lata 1960 roku, mówiąc wprost: poza nami nie ma nikogo! No może tylko w schronisku PTTK (767 m n.p.m) z 1928 roku jest kilku turystów plecakowych, nie to co w niedzielę, kiedy zjawiają się zamożniejsi goście samochodami szosą bitą, zbudowaną w 1934 roku staraniem Wojewody dra Michała Grażyńskiego. O jeden ze słupków wokół pętli końcowej opiera się Alicja, kontemplując bukoliczną panoramę górską Orłowej – jeszcze tam dzisiaj będziemy! Ale czy w słupkach czegoś nie brakuje? Skądże – na co słupkom jakieś tam żelazne rurki, o ileż przydatniejsze każdemu porządnemu gospodarzowi wiejskiemu!

Komentarze

13 responses to “Witaj na Równicy! I Status quo ante i post ante

  1. Mieszkając na stancji w Krakowie przy Krupniczej, u pewnej Damy, w zamierzchłej przeszłości lat 70-tych, spytałem Ją, czy była kiedyś w Bielsku. No, tom odczuł konsekwencje mojego, mimochodem zadanego pytania... Bielska co prawda nie pamiętała za bardzo, ale Ustroń i Równicę opisała mi w godzinnej tyradzie! Nasłuchałem się o wyprawie grupy Krakusów, samochodami, w egzotyczne strony Beskidów. A to szale Pań, rozwiewające się w czasie jazdy, a to szampan pity po drodze, a to karkołomny podjazd pod Równicę i (chyba miły Jej sercu) nocleg w schronisku. Dzięki, KLK, za tę fotkę. Przypomniała mi ona tą starszą Panią, którą lubiłem i szanowałem, choć złamałem parę razy Jej surowe warunki dot. stancji :)

  2. Z wzajemnością, też Ci dziękuję za Twoją reminescencję dotyczącą i niezrównanej Równicy, jak i Twojej studenckiej stancji, wiem, wiem co się tam działo! Ale trochę się zdekonspirowałeś i wyszło to, żeś już nie taki znowu młodzianek: policzmy - w 1970 roku liczyłeś pewnie ze 20 lat, dodać te następne 44 - i mamy 64 - jak w pysk strzelił! Ha, chciałbym być taki młody...

  3. Mam równo 60.... tak. Nieważne, czy ma się osiemdziesiąt lat, czy sześćdziesiąt (jak ja)... Było fajnie - i nadal jest. Żyjemy, wspominamy, i tak ma być. Ty kochasz swoją Lidkę, (śliczna) ja kocham moją Jadźkę z ul. Skośnej, (fascynującej urody matematyczka), z którą włóczyłem się gdzie popadnie - od Lotniska ku Nałężu... Nieważne. Bardzo Cię lubię. Wszystkie Konrady, to fajne chłopy. :) Masz smaka na kaszankę z grilla?

  4. Wybacz "mors1" - że dołożyłem Ci te 4 lata, wadliwie przyjąłem rok wyjściowy. Ale, ale - to przecież okrągły jubileusz, zatem życzę Ci zdrowia, spełnienia zamierzeń życiowych, dalszych sukcesów na łamach "Beskidii" i utrzymania się, oby na najdłuższe lata, przy tym charakteryzującym Ciebie, dobrym humorze i ... wyrozumiałości. Ad multos annos, Puer! Konrad

  5. ... o pewnym szczególe w temacie Równicy. Owa wycieczka Krakusów miała miejsce krótko przed wojną.

  6. to bym się nie zżymał na te konstrukcje pokraczne, na te parkingi i wszelką inną komercję, włącznie z jarmarcznym charakterem tego wszystkiego. Tak, widać, musi być! To WSZYSTKO dzieje się na naszych oczach, powstaje, trwa i przemija. Te fatalne konstrukcje kiedyś przerdzewieją, wycięty las - odrośnie, schronisko będzie trwać, Równica będzie fajną metą dla kolejnych pokoleń, itd., itp. Widzę w tym jakiś rytm. Czasem smętek człowieka ogarnia, ale tu nic, Konrad, nie zdziałamy... Nie da rady. ...[wymoderowano]

  7. Trochę filozofii - "mors1"? No to masz: "Nie było nas, był las, nie będzie nas, będzie las"... Zatem marna trochę pociecha, wolałbym za życia! Jedyna pociecha w: "Vita breve - ars longa est"!

  8. „mors1”: Alicja zwróciła mi uwagę na Twój wpis, którego nie zauważyłem, gdyż skrzyżował się z moimi życzeniami urodzinowymi dla Ciebie. Byłem zbulwersowany – przecież odpisałem Ci kiedyś, że za absolutnie niedopuszczalne uważam publiczne naruszanie czyjejś prywatności, umocniłem to później apelując: „audiatur et altera pars”! Żyjesz w dziwnym świecie, jakbyś nie zauważył upływu tego ponad półwiecza, od kiedy wykonywałem zdjęcia w latach 1958, 59 i jakbyś nie dostrzegł, że od 1960 roku wykonywałem wyłącznie zdjęcia rodzinne: z Alicją i swoimi dziećmi – oczywiście także zawsze w „pięknych okolicznościach przyrody” lub w miejscach niezwykłych. Nie tak dawno, ze trzy lata temu, Prezydent Miasta wręczył nam odznaczenie za pięćdziesiąt lat zgodnego pożycia małżeńskiego, w obecności naszych od dawna dorosłych dzieci z zięciami, mamy wnuczki i dwie prawnuczki – a Ty to dla swojej takiej jakiejś nieprzemyślanej fanaberii, usiłujesz się – i to na łamach bliskiej nam „Beskidii”, wszystko przekreślić? Nie tego miałem prawo się po Tobie spodziewać. KLK

  9. Panie Konradzie, ja i pewnie inni czytelnicy Beskidii doskonale wiemy, wiemy że darzy Pan swą żonę -Panią Alicję i swoją rodzinę wielką miłością, bo miłość ta prawie wylewa się z Pana zdjęć i przywraca wiarę w siłę i trwałość uczuć. Jestem przekonany, że post morsa1 to dosłownie "skucha" czyli zwykła pomyłka i pomylił on najzwyczajniej w świecie imiona. Pozdrawiam gorąco.

  10. Dziękuję Ci "wolf" za życzliwe słowo (piszę poufale "Ci" i proszę o wzajemność - wszak jesteśmy wszyscy młodzi - ja przynajmniej duchem!), myślę tak samo. Zawsze dawałem wyraz swojego uznania dla "mors1", podobał mi się swobodny ton jego wypowiedzi, nie raziła mnie też ich śmiałość - dopóki nie naruszały one sfery - obojętne czyjej - prywatności. Szkoda jaką wyrządził, objęła nie tyle mnie, co niestety osoby mi bliskie, w tym najbliższą - Alicję! W tej jego kolejnej próbie zgłębienia sytuacji powstawania moich zdjęć w latach poprzedzających rok 1960 - w którym zawarłem związek małżeński i przeniesienia tamtej sytuacji do późniejszej o ponad pół wieku współczesności, dostrzegam moment chwilowej aberracji myślowej... Stąd też przyjąłem jego przeprosiny, przekazane mi telefonicznie poprzez mojego Brata Alfreda. Uważam też, że "Beskidia" wiele by utraciła bez "morsa1" i jego twórczości. Pozdrawiam Cię serdecznie!

  11. Halo "abrozek1931" (czy to możliwe, aby ktoś z grona Pasjonatów "Beskidii" - poza "Korzeniowskim" tylko - był starszy ode mnie?) - ze swoim cudownej piękności, tajemniczym w tej zimowej scenerii zdjęciem Schroniska, jeszcze w postaci nieskalanej ręką późniejszych fuszerów! Czy też może zauważyłeś, że oni tam nieodmiennie - zimą i gorącym latem coś pichcą na piecach węglowych? Przy którym stoliku zwykle siadasz: na werandzie, czy bliżej bufetu? Od głębokiego PRLu - ilekroć zdecyduję się już tam wejść, zamawiam smażonego pstrąga i nigdy tego nie żałowałem, nawet w obliczu końcowej kasy... Pozdrawiam Cię serdecznie! P.S. Na Równicy pierwszy raz byłem podczas kolonii letnich w Ustroniu, w 1949 roku, czuć już było podmuchy "zimnej wojny"...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *.
Jesteś niezalogowany lub niezarejestrowany. Twój komentarz będzie widoczny po zaakceptowaniu przez Administratora strony. Możesz się zalogować lub zarejestrować.