Zdjęcia powiązane

Dodaj zdjęcie z innego okresu
lub zdjęcie powiązane

I oto jak na dłoni typowy biwak sobotnio-niedzielny Grupy Działania ZMS BFOD „Befado”, jakie od 1960 roku organizowaliśmy – zawsze „nad wodą”, w nieodległych od Bielska-Białej, urokliwych miejscach! Wiązało się to z możliwością wypożyczenia namiotów, materaców pneumatycznych i kuchenek spirytusowych, zakupionych przez Radę Zakładową dla załogi „Befado”, no i zorganizowaniem dowiezienia nas i sprzętu na miejsce biwakowania ciężarówką zakładową. Miejsca te wybieraliśmy sami, kierując się życzliwymi radami kolegów, mieszkających nieopodal tych miejsc: w Sporyszu, Międzybrodziu, Harbutowicach, Kętach-Podlesiu, Goczałkowicach, którzy nas potem odwiedzali na motocyklach… Wyjeżdżaliśmy wprost z Zakładu po sześciu godzinach pracy w sobotę, wracaliśmy późnym wieczorem w niedzielę. Nie było jeszcze wolnych sobót, nawet tych dwóch miesięcznie pod koniec lat siedemdziesiątych, nie mówiąc już o wywalczonych przez SOLIDARNOŚĆ wszystkich wolnych sobotach, począwszy od tej znamiennej, niemal w atmosferze strajkowej, pierwszej – 10.01.1981 roku! To idealne miejsce opodal Harbutowic wypatrzyliśmy z Alicją jeszcze w 1960 roku: słoneczna polanka nad samą wodą (ależ trzęśliśmy się w nocy z zimna!), krystaliczna woda wiślana, w której jednemu z kolegów udało się złapać (do ręki!) wieeelkiego pstrąga, którego usmażyła mu Alicja, niedaleko progu rzecznego z możliwością pływania, ładne spacery w okolicy, spokój i cisza – mimo przyjazdu w niedzielę kilku aut osobowych (!) z letnikami. Pierwszy raz miałem wtedy możliwość zobaczenia kulturalnego odpoczynku niedzielnego „wyższych sfer”: nakryty wzorzystym obrusem stolik turystyczny w otoczeniu eleganckich fotelików, na nim patera z owocami, wytworne filiżanki i wielki termos z kawą, obok patera z ciastem, a uwieńczeniem tego zbytku jest leżący tam „obojętnie”, bajecznie kolorowy miesięcznik ... „Ameryka”…

Komentarze

2 responses to “Wisła między Skoczowem i Harbutowicami II, status quo ante i post ante

  1. Witaj KLK. Płynąc z nurtem Twoich wspomnień - Befado od lat 70. (chyba) do nadejścia kapitalistycznego tsunami miało uroczy ośrodek wczasowy w Darłówku. O ile jeszcze wtedy pracowałeś w Befado - to czyś i Ty tam był, miód i wino pił? Przez kilkanaście sezonów z rzędu szefem kuchni w tym przybytku była moja ś.p. Babcia Rozalia, która pracowała tam od rana do wieczora z wielkim poświęceniem, ale i z radością płynącą z nieskrywanych przez wczasowiczów (głównie przecież Bielszczan) zachwytów nad wiktem serwowanym w stołówce. Zwłaszcza w pamięć zapadły wypiekane prawie codziennie świeżutkie drożdżówki. W obsadzie kuchni pracowała też ś.p. Ciocia Gienia z Bestwiny. Tak, tak. To z pewnością jeden z utraconych rajów mojego dzieciństwa. Nawet mnie korci, żeby wystawić cierpliwość Admina na próbę i spróbować wrzucić zdjęcia tych Ludzi i miejsca, bo chociaż jest to lokalizacja nadmorska, to jakże osadzona w dobrych wspomnieniach licznych bielszczan, otrzymujących z racji zatrudnienia w Befado skierowanie na wywczas nad Bałtykiem. Obecnie jest to prywatny ośrodek DIUNA. Zrobiłem sobie sentymentalny obchód w zeszłym roku.

  2. Hallo: kopę lat "bertholdi"! Zazdroszczę Ci nie tylko Rodziny, ale i pobytu w Darłówku, którego organizowania byłem świadkiem, tyle że na miejscu w B-B. Na wyjazd tam początkowo nie było mnie z Żoną i dziećmi stać, w latach sześćdziesiątych studiowałem i nie miałem na to czasu, a w grudniu 1969 uległem wypadkowi przy pracy, zakażenie szpitalne z następstwami, renta inwalidzka... No szkoda, ale więcej żałowałem nart i roweru! Wspaniały temat który proponujesz, nazwałbym: "Beskidy nad Bałtykiem" i ... niecierpliwie czekam! Pozdrawiam Cię serdecznie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *.
Jesteś niezalogowany lub niezarejestrowany. Twój komentarz będzie widoczny po zaakceptowaniu przez Administratora strony. Możesz się zalogować lub zarejestrować.