Zdjęcia powiązane

Dodaj zdjęcie z innego okresu
lub zdjęcie powiązane

Przyznaję: nie pamiętam okoliczności zrobienia tych kilku zdjęć z okresu odbudowy spalonego w marcu 1985 roku, dopiero co zrekonstruowanego „Domu Tkacza”; z chronologii sąsiednich zdjęć na taśmie wynika, że fotografowałem późną jesienią 1988 roku; Grażynka liczy tu osiemnaście lat i jest jeszcze przed studiami. Mówiąc otwarcie: znając tragiczną sytuację gospodarki polskiej w końcowych latach PRL-u, nawet nie odważyłem się marzyć, aby dom ten raz jeszcze został odtworzony; to co się stało – zakrawało na istny cud! Zapewne była to ostatnia już chwila, kiedy ta unikatowa perełka bielskiej architektury drewnianej jeszcze mogła zostać odtworzona, i to nie tylko z powodu – jak zawsze chronicznej u nas mizerii finansowej, ale zwłaszcza naturalnego ubytku wysoko wykwalifikowanej kadry wykonawców, no i możliwego „zapodziania się” gdzieś niepotrzebnej już dokumentacji i uratowanych detali architektonicznych, jakie widziałem złożone na skwerku vis-á-vis: odymionych długich desek z tym wielołukowym fryzem oraz maskownicy strychu z „barokowymi” otworami wentylacyjnymi… A ponieważ dzieje tego domu były już przedmiotem komplementarnego wpisu „Jack`a”: http://www.historia.beskidia.pl/1596_bielsko_biala_zabudowa_ul_sobieskiego_stare_zdjecie.html – wraz z licznymi cennymi komentarzami, w tym nader kompetentynym opisem „gajetanoR”, uzupełnionym dwoma zdjęciami pozostałości budynku tuż po pożarze, ograniczę się do komentowania jego i moich zdjęć. Otóż – jak mi się wydaje, strawieniu pożarem uległo li tylko byłe poddasze użytkowe budynku z więźbą i poszyciem, na zdjęciach „gajetanoR” nie widać typowego opalenia lub choćby tylko odymienia nadproży i fragmentów parterowych ścian nadokiennych i naddrzwiowych, wnętrza pomieszczeń są ciemne – zatem stropy nadparterowe nie uległy zażurowaniu, z prawej strony zdjęcia od strony ulicy – widać stojącego na skraju stropu ratownika. Zresztą: a co w niezagospodarowanym jeszcze budynku miałoby się palić? Pozostałości wiórów i trocin, złożone materiały wykończeniowe, może powrozy do uszczelniania belek wieńcowych; w zasadzie nic, co wymagało stałego dozoru… Szybciej już choćby gonty na strychu! Zauważyć też należy, że Straż Pożarna zalicza belki drewniane o przekroju przekraczającym 50 cm² do materiałów trudno zapalnych; stąd jak sądzę, ściany wieńcowe parteru uległy tylko nieznacznemu uszkodzeniu i zostały – po naprawach, wykorzystane do odbudowy. Co też widoczne jest na moich zdjęciach archiwalnych, na których całkiem nowe są tylko kolumienki galerii, więźba dachowa i układane od dołu na dachu gonty drewniane. Nie badałem tego pożaru, jeszcze nie byłem biegłym sądowym z zakresu pożarnictwa, stąd oczywiście prezentuję tu tylko swoją prywatną opinię: nie sądzę aby miało miejsce podpalenie, raczej już nieumyślne zaprószenie ognia podczas zabawy młodych ludzi mieszkających w sąsiedztwie… Szczególną uwagę P.T. Pasjonatów „Beskidii” chciałbym jeszcze zwrócić na pozornie nieważny detal poboczny na pierwszym zdjęciu, zrobionym bardziej z głębi ulicy Moniuszki: coś tam widać zamazanego na tynku tylnej ściany szopki budynku Sobieskiego Nr 50, co to też może być? Przypominam – mamy rok 1988, Stan Wojenny dawno zniesiony, pojawiają się nieśmiałe jeszcze powiewy wolnościowe, ale … jednej rzeczy władza ludowa przenigdy zdała się nie ścierpieć: powrotu SOLIDARNOŚCI lub choćby tylko jej nazwy wypisanej na murze ulicznym! Natychmiast pojawiała się stosowna ekipa zamazywaczy z wiaderkiem farby – której normalnie w sklepie trudno było uświadczyć…

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *.
Jesteś niezalogowany lub niezarejestrowany. Twój komentarz będzie widoczny po zaakceptowaniu przez Administratora strony. Możesz się zalogować lub zarejestrować.