Tam, gdzie obecnie zaczyna się podjazd pod ul. Krakowską, to znaczy w miejscu między Lwowską i Żywiecką, a właśnie Krakowską, było ongiś bardziej stromo, niż dzisiaj. Wozy konne i samochody okrutnie męczyły się w czasie pokonywania tej naturalnej stromizny. Auta buksowały, a konie, zaprzęgnięte w wozy wyładowane towarem męczyły się strasznie.
Rozwiązanie tego problemu drogowego nastąpiło wkrótce po pierwszym września roku 39-tego. Stojąca w tym newralgicznym punkcie synagoga, zburzona i zamieniona w kupę gruzu, posłużyła za podsypkę drogi. No i po problemie... Gdy jedziemy z Bielska na Kraków, rzućmy okiem na to miejsce. Ech, ci sprytni, utalentowani Niemcy :) Za jednym zamachem rozwiązali problem drogowy i ideologiczny... Od kiedy wiem o tym fakcie - jadąc na Kraków, myślę o Żydach i ich historii.








