Karuzela na placu targowym w Białej
Plac targowy w Białej
Rok zrobienia fotografii: 1960-1969
Numer ID fotografii: 3929
ZDJĘCIE DODANO:
Ilość wyświetleń: 3449
Kategoria:
Bielsko-Biała
- Architektura
- Architektura i sztuka
- Bielski Syjon
- Ciekawostki
- Dzielnice
- Fabryki i Firmy
- Góry w mieście
- Hotele
- Inne
- Klimczok
- Komunikacja
- Kościoły
- Koszary
- Litografie
- Lotnictwo
- Miejsca
- Militaria
- Mosty
- Nad wodą
- Osiedla
- Panorama miasta
- Place
- Poczekalnia Beskid Mały
- Poczekalnia Beskid Śląski
- Poczekalnia Beskid Żywiecki
- Poczekalnia Bielsko Biała
- Poczekalnia Inna miejscowość
- Poczekalnia Przyroda & Zwierzęta
- Poczta Główna
- Pomniki i rzeźby
- Portrety mieszkańców
- Przyroda & Zwierzęta
- Ratusz
- Rodzina
- Rynek
- Rynki i Place
- Sport
- Stefanka - Kozia Góra
- Synagogi
- Szkoły
- Szyndzielnia
- Teatr Miejski
- Teatr Polski
- Technika
- Ulicówka
- Woda
- Wolny czas
- Wspomnienie PRL-u
- Wydarzenia
- Wysadzony tunel
- Wysoki Trotuar
- Wzgórze
- Z archiwum X
- Z lotu ptaka
- Zabytkowe cmentarze
- Zamek Sułkowskich
- Zdarzenia
Dzielnice Bielska-Białej
Okolice Bielska-Białej
- Andrychów
- Bystra
- Cieszyn
- Czaniec
- Czechowice - Dziedzice
- Grodziec
- Iłownica
- Istebna
- Jasienica
- Jaworze
- Jeleśnia
- Juszczyna
- Kęty
- Kobiernice
- Korbielów
- Kozy
- Laliki
- Ligota
- Łodygowice
- Mazańcowice
- Międzybrodzie
- Międzyrzecze
- Milówka
- Oświęcim
- Pisarzowice
- Porąbka
- Rudzica
- Rycerka Dolna
- Schroniska Górskie
- Skoczów
- Szczyrk
- Ujsoły
- Ustroń
- Wilamowice
- Wilkowice
- Wisła
- Żabnica
- Zawoja
- Zwardoń
- Żywiec
- Inna miejscowość









Gdzie to jest dokładnie?
Kilkadziesiąt metrów od kościoła Opatrzności Bożej.Świetne zdjęcie z moich stron! Nawet pamiętam tą karuzelę i mniejszą obok. Na prawo była "budka" rzeźnika całkiem blisko rzeki. W dniu targowym cały plac zapełniał się mnóstwem ludzi! Pamiętam wiejskie kobiety wykładające na stoły głównie białe sery, a nieopodal rzeki stało mnóstwo furmanek. Konie - to druga rzecz którą pamiętam. Miały stąd długi i męczący podjazd pod górę, Krakowską, która nazywała się wtedy Dzierżyńskiego. Wtedy był inny świat - lepszy.
Jeżeli dobrze pamiętam,to w latach 70-tych była również w tym miejscu giełda samochodowa,na którą chodziłem wraz z moim tatą.
W którym dokładnie miejscu był ten plac? Co tam jest teraz?
W miejscu, w którym robiona była fotografia, obecnie znajduje się McDonald przy Żywieckiej. Budynki w tle stoją przy ul. Kazimierza Wielkiego.
Teraz jest McDonald's i stacja BP, i małe rondo.
Ogromne dzieki za to zdjecie...Stracilem nadzieje ze dane mi bedzie raz jeszcze odwiedzic ten plac za zycia...bo oczywiscie gleboko wierze ze po smierci podroze w czasie beda bardzo popularna forma rekreacji:) ale poki z zaswiatow delektowac sie bede kazda minutka lat szesdziesiatych zeszlego wieku, wybiore sie na plac targowy niedoskonalym wehikulem mojej pamieci. Swoja droga, taki plac w centrum miasta to prawdziwy skarb! dzisiaj developerzy nie zostawili by na takiej przestrzeni suchej nitki a urzednicy miejscy gleboko siedzacy w ich przepastnych kieszeniach ani pisna na temat przydatnosci takiego miejsca w zyciu miasta. Dziekuje Witt'owi za ozywienie tego miejsca widokiem niedzielnego przedpoludnia gdzie po mszy w o sto metrow oddalonym kosciele oddac sie mozna bylo niebezpiecznie rzeczywistemu marzeniu o posiadaniu wlasnego samochodu... nie bylo zapisow, kuponow i przedplat - wszystkimi tymi syrenami fiatami i trabantami odjechac mozna bylo z gieldy wprost do do troskliwie zawczasu przygotowanego domku dla kochanego autka - z welnianym pokrowcem i grzejnikiem na chlodne jesienne wieczory i zestawem kosmetykow dla pielegnacji urody. W sypialni wlasciciela, tuz obok weselnego zdjecia, lezaly cugle dla nieswiadomej jeszcze swego przeznaczenia syrenki: dla tych ktorzy wiedzieli w niej przedewszystkim szybkie, sportowe auto ktore niedawno ukonczylo wlasnie rajd Monte Carlo, byl to skorzany sportowy pokrowiec na kierownice do ktorego wlassciciel zakupil rowniez pare skorzanych rekawiczek i sportowe obowie. Dla wlascicieli ktorzy slepi byli na wyczynowe walory syrenki, dostrzegajac jedynie wysoki komfort tylnich, niskich siedzen, bylo to natomiast miekkie biale futerko z domowego kroliczka. Szczegolnie utkwilo mi w pamieci spacerowanie po gieldzie w okolicach Swiat Wielkiej Nocy. Zmiana sezonu, mocne zapachy swiata motoryzacji mieszajace sie z zapachami szamponu tatarakowego i meskiej wody kolonskiej Wars, wielokolorowsc samochodow zanurzona w bialym morzu prochowcow bedacych wowczas dominujacym elementem meskiej garderoby no i te rozmaitej masci zalozone za szybe, kolorowymi flamastrami wypisane kartki: rocznik+przebieg=cena. Duzym magnesem gieldy byly rowniez prezentowane wraz z pojazdami zony wlascicieli. Lezaly rozlozone wygodnie na frontowych fotelach z wysoko do gory obciagnietymi spodniczkami odslaniajacymi biale po zimie uda zdane na wyglodniale spojrzenia milosnikow motoryzacji. Ich atrakcyjnosc byla wspolmierna do klasy samochodu: miekkie, z mocherkiem na glowie w syrenkach i trabantach, szczuple i wysokie w lsniacych obcislych kozakach i mini-spodniczkach w garbusach i fiatach 125/1500. No ale nie o gieldzie przeciez mialem pisac ani o karuzeli ktora wspomnial niezapomniany "reb". Mnie zastal ten plac w ciemny grudniowy poranek w niekonczacej sie kolejce po karpia ktorego sprzedawano tam swiezo wylowionego z wielkich brezentowych basenow. Z tymi karpiami w siatce - a nie mialy mniejsze niz kilo bo wtedy byly osciste ani ciezsze niz poltora kilo bo wtedy smierdzialy mulem - gnalem do domu aby pod nieobecosc rodzicow kontynuowac przeszukiwanie mieszkania za bozonarodzoniowymi prezentami:).No ale mam tez wspomnienia duzo bardziej poetyckie niz kolejka po karpia: dlaczego nikt nie pamieta o cyrku??? przeciez tam byly nie tylko biedne targowe konie! Tam goscily przez tydzien lub dwa tygrysy, slonie, wielblady i malpy - ich egzotyczne zapachy mieszaly sie z perfumami cyrkowych akrobatek przynoszac na ten plac daleki swiat. Swiadomosc ze poza naszym kochanym miastem, poza Dzierzynskiego, Szkolna, placem ZWM i Chinka na rogu byl jeszcze inny swiat ktory tak bardzo chcialo sie poznac... nie wiedzialem ze cena za poznanie tamtego swiata bedzie utrata mojego miasta.... dzisiaj pilem nie francuskie wino ale rosyjska wodka dla uczczenia moich przyjaciol Moskali i ich sukcesu na Krymie:)
Pamiętam dobrze to targowisko. Na tym targowisku Babcia kupiła mi drewnianego ptaka z machającymi skrzydełkami gdy się nim jechało po ziemi.... To były czasy.
Ja pamiętam rumuński cyrk BUKARESZT! Przeskakiwaliśmy przez potok i byliśmy w innym świecie... A teraz! wszystkie drzewa przy Ogrodowej wycięte! Wszędzie beton! Masakra!
Tak to wspaniałe zdjęcie,przypomina mi jak chodziłem tamtędy w 1973r. z mamą do przedszkola nr4 na Kazimierza Wielkiego. Pamiętam te swojskie klimaty-kury,króliki i konie z workami owsa wiszącymi im z pyska zapach siana i świeżego mleka.Teraz mamy mc donald.Masz racje enuajsi, deweloperzy i radni zrobią wszystko żeby się obłowić-cóż gdy pieniądz przemawia to rządzi głupota.
Na tym placu, gdzieś w połowie lat sześćdziesiątych, kilkakrotnie gościła tzw."ściana śmierci". W drewnianym cylindrze z desek/ o średnicy kilkunastu metrów/ przyjezdni kaskaderzy jeżdzili po wewnętrznej pionowej ścianie motocyklami i małym wyścigowym samochodem. Oglądało się te akrobacje z balkonu zainstalowanego pod sufitem cylindra. Enuajsi to chyba też pamięta...
Ja też dobrze pamiętam: beczkę strachu, czyli tą wyżej wspomnianą ścianę śmierci, huśtawki-łodzie, karuzele z siedziskami na długich łańcuchach oraz strzelnice, gdzie nigdy żadnemu chłopakowi nie chciało się ustrzelić dla mnie kolorowego kwiatka z bibuły...
A mnie chłopakowi z tego zdjęcia nigdy nie udało się ustrzelić kwiatka na strzelnicy.Ale to wina ciężkiej i trudnej do utrzymania wiatrówki :)
dla Andi. Nie udało Ci się trafić bo właściciel tych strzelnic w perfidnie doskonały sposób dekalibrował muszkę i szczerbinkę/ każdy karabinek inaczej/.Aby poznać daną sztukę trzeba było poeksperymentować-pięć,sześć strzałów-ale wtedy rosła cena kwiatka...
Na placu było też coś dla silnych mężczyzn i chłopaków: trudno mi nazwać to urządzenie, ale polegało to na tym, aby ciężar(o ile dobrze pamiętam w postaci metalowego czołgu)jak najmocniej popchnąć ręką po prowadnicach, aby dojechał do samej góry, i zjechał z drugiej strony. tylko nielicznym to się udawało.
A ja pamiętam melodie, które na tym placu słyszałam w dzień targowy. Były to wielkie przeboje: Beata, Żółty jesienny liśc i Kormorany.