Nie ma chyba Bielszczanina, który w drodze na Dębowiec lub na nowy Cmentarz Komunalny w Kamienicy, nie zachwycił by się samotnym domkiem wiejskim pomiędzy tzw. nową (1898!) szkołą katolicką, a placykiem postojowym u stóp nowego cmentarza! Zwłaszcza szary dwupołaciowy dach i pobielane ściany ślicznie rysowały się na tle świeżej zieleni murawy i starodrzewu porastającego stok wzgórza cmentarnego. Niestety, niemal niezauważalnie chata zaczęła z roku na rok podupadać, wyprowadzili się lokatorzy, pokrycie dachu zaczęło świecić łysinami, okna powybijano i wreszcie zabito deskami; i taki stan widoczny jest na naszym zdjęciu z kwietnia 2015.
Robiąc kiedyś tam zdjęcia, zapytałem starszego przechodnia: „Kto tu ostatnio mieszkał?” „A, Meissner!” odpowiedział. Upewniłem się: „Maksymilian Meissner?” – „Tak!” A przecież Maksymiliana „Maxi” Meissnera znałem, poznałem go ładnych „parę” lat temu, jako pracownika i przyjaciela Wujka Edwarda Dudka u niego w warsztacie stolarskim w Aleksandrowicach; to jemu zawdzięczałem okrawędziowanie obstalowanych u Wujka wiśniowych „Dudków” pod koniec lat pięćdziesiątych; dotąd pamiętam jego szczupłą sylwetkę z twarzą ozdobioną charakterystycznym dla tamtych lat cienkim wąsem… A ostatni raz zobaczyłem go już lata później w Samorżądzie Mieszkańców Śródmieścia; musiało to chyba być wkrótce po tym, gdy się wyprowadził z Kamienicy, jak widać – ze szkodą dla stanu jej substancji zabytkowej…










