Zdjęcia powiązane
browar w agonii
Autor: gajetanoR
Rok zrobienia fotografii: Array
ID fotografii: 1839
9.3.2008 wszedłem na teren i do budynków browaru. Wszędzie brud, resztki najprzeróżniejszych poniszczonych rzeczy i ślady rozszabrowania. Praktycznie wszystkie elementy możliwe do "zabrania" wyparowały. Pozostały podpory stropów i jakieś trudne do wyrwania fragmenty, których chyba nie opłacało się wyrywać, lub w pijackiej niemocy było to zadanie zbyt trudne. W kadziach zapewne był metal szlachetny, więc dawne miejsca warzenia wyglądały szczególnie żałośnie. Żal, że można aż tak, że to zasługa bielszczan - tych u władzy, i tych z nizin.
agonia celowa
Autor: gajetanoR
Rok zrobienia fotografii: Array
ID fotografii: 1840
budynki zostały rozkradzione, na oczach wszystkich, za milczącym przyzwoleniem wszelkich służb, czynników i myślicieli. Dokonało się. Teraz, pomimo żałosnego wyglądu, ruin i dziadostwa, wylazło szydło z worka. Tablica unaocznia dla zainteresowanych, co ma wartość. Nie jakiś tam stary budynek, a ziemia mili Państwo! Oczywiście wpierw trzeba było się "postarać", aby własciwy priorytet został sednem sprawy.
„Był kierdyś taki browar warzący piwo nie do wypicia!”
Autor: KLK
Rok zrobienia fotografii: Array
ID fotografii: 1837
Przechodząc tamtędy z miesiąc lub dwa temu, trzasnąłem to zdjęcie dla upamiętnienia obiektu, który czeka na śmierć naturalną. Ale może wcześniej drzewostan na dachu dojrzeje do wyrębu - obojętnie: sanitarnego, handlowego czy rabunkowego i Lasy Miejskie obejmą ten zabytkowy, obecnie hodowlany obiekt, jako podlegający ich jurysdykcji! No i Ojczyzna uratowana! Przepraszam za jakość zdjęcia - zrobionego bez perspektywy i poprawienia PS-em, ale to dokument! Pozdrawiam serdecznie!
lub zdjęcie powiązane
Dziś przejeżdżałem obok nędznych resztek pozostawionych chyba na ironię, lub dla upokorzenia. No cóż, pozostaje powspominać.









Za władzy ludowej stało się w kolejce po żywca. Przydział, w latach 80-tych to chyba karton na głowę, czyli jakieś 20 piw. Dekadę później była tam piwiarnia w cembrowanej sali. Sporo piwa i czasu tam spędziłem słuchając wspomnień z przedwojnia i wojny starszego już wtedy pana i zawołanego piwosza, mojego ojca. Dziś żal patrzeć na tę kupę gruzu.
Witaj "Tygiel" - kopę lat! A pamiętasz może taki ogródek piwny vis-a-vis między Siemiradzkiego i Aleksandrowicką? Też było pięknie, tyle że - z cicha frant - okazało się, żem kumplem do wypitki za friko wszystkich okolicznych piwoszy! Piękne czasy - przed diabetes mellitus... Pozdrawiam!
Ogródek pamiętam, ale tu przyznam, nie byłem na tyle pełnoletni, by być pełnoprawnym uczestnikiem takich przybytków. Dzieli nas trochę lat Panie Nestorze.
Twoja strata, Młodzianku! No bo klimat tych przybytków - co by też opowiadano, był jednorazowy, a jakie interesy tu załatwiano! "Co - potrzebujesz wywrotkę żwiru, piasku, szlaki czy nawet pustaków - nie ma sprawy! A może fosztów, desek, stali zbrojeniowej? Tyż się załatwi, wypijmy na to konto!" Niezapomniane, "wspaniałe" czasy komuny... No - młodsi trochę byliśmy!
... słowa "jednorazowy". Kilkakrotnie zauważyłem w wypowiedziach korzeniowskiego, Twojego brata, i dzisiaj Twój, KLK. Fajny lapsus językowy. Ja, jako purysta, muszę Wam to wytknąć, jako naszym bezcennym świadkom przeszłości. W miejsce "jednorazowy" używajcie, proszę, słowa unikalny, niepowtarzalny, ponieważ słowo "jednorazowy", którego używacie, znaczy tyle, co nie mający precedensu, zdarzającego się tylko jeden raz w dłuższym okresie czasu. I jest to chyba germanizm z łaciną w tle. Jeśli truję i przynudzam, to wybaczcie, ale tak to już mam. I tyle. Pozdrawiam obu braci Korzeniowskich. Wasz fan. Jurek Partyka