Aby zapewnić jak najlepsze wrażenia, korzystamy z technologii, takich jak pliki cookie, do przechowywania i/lub uzyskiwania dostępu do informacji o urządzeniu. Zgoda na te technologie pozwoli nam przetwarzać dane, takie jak zachowanie podczas przeglądania lub unikalne identyfikatory na tej stronie. Brak wyrażenia zgody lub wycofanie zgody może niekorzystnie wpłynąć na niektóre cechy i funkcje.
Przechowywanie lub dostęp do danych technicznych jest ściśle konieczny do uzasadnionego celu umożliwienia korzystania z konkretnej usługi wyraźnie żądanej przez subskrybenta lub użytkownika, lub wyłącznie w celu przeprowadzenia transmisji komunikatu przez sieć łączności elektronicznej.
Przechowywanie lub dostęp techniczny jest niezbędny do uzasadnionego celu przechowywania preferencji, o które nie prosi subskrybent lub użytkownik.
Przechowywanie techniczne lub dostęp, który jest używany wyłącznie do celów statystycznych.
Przechowywanie techniczne lub dostęp, który jest używany wyłącznie do anonimowych celów statystycznych. Bez wezwania do sądu, dobrowolnego podporządkowania się dostawcy usług internetowych lub dodatkowych zapisów od strony trzeciej, informacje przechowywane lub pobierane wyłącznie w tym celu zwykle nie mogą być wykorzystywane do identyfikacji użytkownika.
Przechowywanie lub dostęp techniczny jest wymagany do tworzenia profili użytkowników w celu wysyłania reklam lub śledzenia użytkownika na stronie internetowej lub na kilku stronach internetowych w podobnych celach marketingowych.
... pochodzą ze zbiorów wodniczki, która poprosiła mnie o zeskanowanie ich i umieszczenie na Beskidii. Przez nieuwagę zapomniałem dodać adnotację o faktycznym autorstwie zdjęcia. Niniejszym poprawiam niedopatrzenie: autorem fotografii jest nasza miła wodniczka, którą przepraszam za moje roztargnienie i brak notki o Jej autorstwie! I już z innej beczki: wszyscy ci, którzy bawili się fotografią, zwłaszcza barwną w latach siedemdziesiątych, osiemdziesiątych, dziewięćdziesiątych również, pamiętają trudności, z jakimi trzeba było się borykać, by w efekcie wziąć do ręki papierowe odbitki swoich zdjęć i wkładać je potem do albumów. Nie było to wszystko takie proste, jak dzisiaj! Trzeba było znaleźć któryś z rzadko rozrzuconych po Bielsku punktów wywoływania zdjęć, następnie czekać tydzień, albo dwa na realizację zamówienia. Dzisiaj, na szczęście, jest technologicznie lepiej. Cyfrowe foto, jak dla mnie, jest fantastyczną sprawą. Cykam i za kilka minut wrzucam fotkę na Beskidię :) Wracając do zdjęć wodniczki: raczej nie zostały one zrobione na kliszach niezapomnianej enerdowskiej marki ORWO, prędzej na filmie KODAK, z jego najtańszej wersji, Wskazuje na to charakterystyczna paleta barw. Z tego powodu zdjęcia mają dodatkowy bonus! I wartość historyczną. Przy okazji chciałbym podrzucić temat: gdzie zanosiliście wasze rolki do wywołania? Przypomnimy sobie może zakłady fotograficzne, które w 70-tych, 80-tych, 90-tych utrwalały nasze życie na kliszy i papierze...
Był jeszcze sklep foto na Zamkowej, na jej wąskim, nieistniejącym dzisiaj odcinku, vis-a-vis Wysokiego Trotuaru. Jeden z domów był tam trochę cofnięty i to w nim (a może w sąsiednim?) był ten sklepik. Sam nie mam doświadczeń fotograficznych, pamiętam tylko, że gdzieś w połowie lat 60. eksperymentowałem z wywabianiem z papieru atramentowych zapisów za pomocą wywoływacza. Ze skutkiem umiarkowanym... I jeszcze uwaga do wpisu "enuajsiego": biblioteka w Białej była może i kameralna, ale gdzieś z końcem lat 60., gdy oddano do dużego remontu główną bibliotekę-wypożyczalnię na Zamku, to właśnie ona pełniła rolę głównej placówki w mieście. O obiekcie na Słowackiego nikt jeszcze wtedy nie myślał; tam było wówczas boisko-klepisko w dyspozycji Technikum Mech-Elektr. nazywane potocznie "guthaj" (co to znaczy?).
Podziekowania zatem dla Wodniczki za urocze zdjecia a dla Morsa za sprawna obrobke techniczna. Wspominajac zas nasza przygode z fotogafia tamych lat to nigdy nie odwazlem sie na samodzielne wywolywanie kolorowych zdjec bo zabawy z kolorowymi filtrami byly ponad sily urodzonego daltonisty:) Natomiast fotogafia czarno-biala w zupelnosci miescila sie w zakresie moich mozliwosci fizjologicznych, technologicznych i finansowych. Sklep w ktorym kupiono mi na ktores z nastoletnich urodzin powiekszalnik Krokus i ktory pozniej regularnie odwiedzalem zakupujac przeroznych rozmiarow i czulosci papier, utrwalacze czy czarno-biale filmy byl jednym z tych sklepikow ktore nadawaly kolorytu miastu i zyciu. Sklep znajdowal sie na ulicy Dzierzynskiego w doborowym towarzystwie dwoch ksiegarni naprzeciwko, sklepu z artykulami szkolnymi obok i oddalonej o paredziesiat metrow kameralnej biblioteki w Bialej. Pamietam ze do sklepu wchodzilo sie po dwoch czy trzech dosc wysokich schodkach a w srodku panowal profesjonalny klimat zastrzezony wylacznie dla wtajemniczonych.