Zdjęcia powiązane

Dodaj zdjęcie z innego okresu
lub zdjęcie powiązane

II. ujęcie zdjęcia zamieszczonego przed laty przez Brata Alfreda ("korzeniowski"), przedstawiające Alicję na obmurowaniu V. tarasu Niemieckiego Cmentarza Wojskowego pod Dębowcem. Dobrze widoczna jest biegnąca skosem dróżka, którą zapaleńcy desek szusowali obok Cmentarza, potem na skos ku Strażnicy i dalej już spokojnie Olszówką Górną na tramwajkę w Cygańskim Lesie. Z idyllicznego krajobrazu pozostał li tylko dobrze zachowany murek, za którym należący do bielskiego ZIADu gęsto zarośnięty nieużytek o rzucie 32,5 x 48,5 m, na dolnym skraju którego leży powalony obelisk kamienny bez inskrypcji; to jedyne pozostałości cmentarza, na którym spoczywali polegli w walce z bohaterskimi polskimi Obrońcami Ojczyzny żołnierze niemieccy w liczbie do 4 000. Cały ten teren otoczony jest z trzech stron zabudową willową i Autocampingiem. Z poległych Niemców w latach 1997/98 wyekshumowano ok. 1500 na Niemiecki Cmentarz Centralny w Siemianowicach, pozostałe zwłoki zostały wg świadków wiosną 1980 roku zakopane skrycie na nieużytkach pomiędzy ulicami Armii Krajowej i Olszówki...

Komentarze

16 responses to “Niemiecki Cmentarz Wojskowy pod Dębowcem I, status quo ante i post ante

  1. Bardzo ciekawy reportaż. Znów wiemy czegoś więcej o naszej przeszłości. Podziwiam

  2. Carl Adolph Graf von Hohental - poległ pod Biskupicami Radłowskimi, w słynnej "Bitwie Radłowskiej". W której również brał udział 3 Pułk Strzelców Podhalańskich z Bielska. http://www.historycy.org/index.php?showtopic=51038 z Bielska.

  3. Dziękuję za linka, faktycznie "jeszcze ciekawsze" co najważniejsze, potwierdzające słuszność tezy o najistotniejszej symbolice tego Niemieckiego Cmentarza Wojskowego: był dowodem bohaterskiej, choć beznadziejnej walki żołnierza polskiego o zachowanie niepodległości i narodowej tożsamości, walki która wbrew niemieckiej tezie: "Mit Mann und Roß und Wagen, hat się der Herr geschlagen", przyniosła im znaczące straty żywe. Stąd tak ważne było po wojnie zachowanie w nienagannym stanie tego cmentarza, na którym spoczywało do 4000 napastników z jednego tylko, południowego teatru wojennego! Ta prawda niedostępna była nie tylko dla umysłów PRL-owskiego ciemnogrodu, który - sprzecznie z prawem obowiązującym w PRLu - zlikwidował ten cmentarz bez ekshumacji zwłok, lecz niestety i dla niejednego dzisiejszego, mieszkańca, nie potrafiącego się zdobyć na myślenie w kategoriach historycznych, właściwych cywilizacji zachodniej. Przypadkowe odkrycie spod ziemi nagrobków czterech z tych czterech tysięcy, to moim zdaniem nie tyle przypadek, ile dowód, że prawdy na wieczne czasy pod korcem ukryć się nie da! Nagrobki te jako posiadające wartość historyczną i muzealną, powinny zostać odpowiednio zabezpieczone i udostępnione dla zainteresowanych historią naszej małej ojczyzny.

  4. Otóż to, choć politycy ówczesnego okresu byli zwarci i gotowi.... oddać Polskę Hitlerowi, sami uchodząc przez Zaleszczyki do Rumunii i dalej. Cechą właściwą cywilizacji zachodniej, jest szacunek dla zmarłych, choćby wrogów. To co zrobiono na stokach Dębowca, to zwykła profanacja. W dodatku bezsensowna, 30 lat po wojnie, chyba jako dowód głupoty, arogancji i bylejakości ówczesnych władz miasta.

  5. Witam, zwracam się tylko prośbą o ewentualną korektę - końcówką września 2012, przy pozycji pod tytułem "Camping na piszczelach", była mowa o wystawieniu tablicy informacyjno-upamiętniającej to miejsce. Chciałem się tylko spytać stałych bywalców Beskidii czy coś takiego tam jest? i jak to możliwe, że nagrobki "przesunęły" się aż tak daleko?

  6. Co prawda nie wjeżdżałem ani na parking, ani na autocamping, ale zewnętrznie nic nie wskazuje na to, aby pojawiła się tam jakaś tablica pamiątkowa! Byłoby zresztą o tym głośno, bo to trudny" temat i p. Stanisław - Z-ca Dzierżawcy, na moje zapytanie gdzieś przed rokiem, odpowiedział mi ze znaczącym spojrzeniem, że "taka tablica czy inne upamiętnienie, nie utrzymałyby się w tym miejscu długo"! Innymi słowy, zostałyby zdewastowane przez "nieznanych sprawców", tak jak pomnik katyński na warszawskich Powązkach za PRLu lub upamiętnienia polskie na Cmentarzu Orląt i miejscach męczeństwa Polaków na Wschodzie. Smutne? Ano bardzo smutne. Zwłaszcza, że pamięć zachowała niesamowitą skuteczność MO i SB w tropieniu poczynań opozycji demokratycznej za komuny...

  7. Meritum sprawy wyjaśnił już autor KLK. Osobiście nie mam wątpliwości, że zarówno właściciel jak i dzierżawca gruntu chcą koniecznie zamieść problem cmentarza pod dywan a nie nagłaśniać go tablicą informacyjną. Bo tu idzie o pieniądze, raczej grube pieniądze.

  8. Wybacz Tymonie, zapomniałem odpowiedzieć na 2. część Twojego wpisu. Nagrobki oczywiście nie przesunęły się same, ani nie dokonało się to jakoś przypadkowo; i owszem, dokonane to zostało rozmyślnie i w głębokiej konspiracji, czego dowodem jest, że "nikt nic nie wie"! Ani kompetentne służby Ratusza, ani Powiatowy Inspektor Sanitarny który także był umocowany w tej sprawie, nie było też kradzieży czy samowolki - bo nie interweniowała MO/SB, względnie po odzyskaniu wolności - Policja/UOP. Po prostu w ramach zbożnego zamysłu poprawienia historii B-B, władze partyjne i miejskie postanowiły usunąć z Miasta - tym razem już do cna, wszystkie pozostałości jego austriackiej i przejściowo niemieckiej, okupacyjnej przeszłości. Stąd w 1975 roku dokonano zmiany Planu Zagospodarowania Przestrzennego przewidującej zniknięcie Niemieckiego Cmentarza Wojskowego w Olszówce Górnej i po pięciu latach przystąpiono do realizacji: rozebrano elementy kamienne małej architektury i nagrobki, wykopano ok. 2000...2500 zwłok i pokryjomu (wg świadków z okolicy!) zakopano w rozpadlinach okolicznych nieużytków w paśmie pomiędzy ulicami Olszówki i Brygadzistów (obecnie AK). Zaś płyty kamienne i nagrobki brał kto chciał do swojego użytku, czy decydenci stawiali jakieś warunki, pobierali opłaty itd. - rzecz do ustalenia. Ale nie sądzę: przecież wymagało by to udokumentowania i nawet opodatkowania, a ci nasi milusińscy jakichkolwiek kwitów w tej sprawie bali się gorzej ognia! Dodać należy, że zarówno realizacja fizycznej likwidacji cmentarza, jak i niewyekshumowanie zwłok i przeniesienie ich na cmentarz zastępczy - bez względu na ich stan, w świetle prawa obowiązującego w PRL (i obecnie!) przeprowadzono z jego naruszeniem, zagrożonym poważną sankcją karną.

  9. znalezione w "sieci" 2004r. - http://odkrywca.pl/profanacja-na-allegro,72553.html hieny cmentarne...szok

  10. Niesamowite! Dziękuję Ci "siaba" za ten nowy dowód poprawności politycznej, światopoglądowej, europejskości naszych Rodaków! Patrze teraz z większą otuchą w przyszłość...KLK

  11. Z moich obserwacji wynika, że to miejsce jest częściej odwiedzane w czasie lata oraz w okolicach Święta Zmarłych.Cmentarz istnieje nie tylko w pamięci naocznych świadków ale także dzięki opowieściom przekazywanym z pokolenia na pokolenie.

  12. Skąd sie biorą znicze? hmm jest tam dogodne dojście z ulicy Skalnej za Willą Barbara. Moi przodkowie chodzili na ten cmentarz w czasie wojny, ponieważ mój dziadek został wcielony do wojska nienieckiego. Nie wiem dokładnie czy leżał tam ktoś znajomy czy raczej chodziło o to, że nie mieli o dziadku żadnych wiadomości, więc modlili się na grobach innych żołnierzy z nadzieją na jego szczęśliwy powrót. Z wcieleniem do armii było bardzo prosto, albo idziesz, albo zostaniesz rozstrzelany, często pod swoim domem, tak było tutaj, to żaden wybór zwłaszcza jak są dzieci. Moja Babcia modliła się też na tym cmentarzu z innego powodu, ona znała opowieści o młodych chłopcach ,którzy w czasie bombardowań wzywali mamę ze strachu... miała dzieci, rozumiała to. Problem nie skończył się wraz z wojną. Ludzie z terenu Śląska Cieszyńskiego nie mogli wrócić do kraju, choć wielu z nich czuło się Polakami, traktowani byli jak Niemcy. Ci, którzy odważyli się wrócić trafiali natychmiast do więzienia, z którego bardzo często nie wychodzili żywi. Jestem dalszym pokoleniem rdzennych mieszkańców Kamienicy, przychodzę w miejsce cmentarza z myślą o wojnie, wtedy giną zbrodniarze i zwykli ludzie. Polacy wiele wycierpieli z rąk niemieckich oprawców i tego nic nie zmieni. Istnieli ludzie, którzy tu mieszkali i z racji nazwiska, pochodzenia, szli do armii niemieckiej, chcieli żyć. Jestem mieszanką, jeden dziadek był w armii niemieckiej, drugi był w obozie w Oświęcimiu, ale przed wojną byli serdecznymi przyjaciółmi. Moi rodzice nigdy nie sprzeczali się w temacie wojny lub pochodzenia, to naprawdę jest możliwe! To historia mojej symbolicznej lampki, a co do innych znaków pamięci… widziałam kilkakrotnie osoby mówiące po niemiecku, które wchodziły w zarośla szukając obelisku. Spotkałam się też z pytaniem o to miejsce, i to nie były osoby w słusznym wieku, więc nie mogły cmentarza pamiętać. Nie odważyłabym się oceniać żołnierzy, którzy spoczywali i nadal leżą na tym cmentarzu. To byli ludzie, niektórzy zwyczajni, jak my. Nie znałam dziadka i ten świat już nie istnieje, ale uważam, że to powinno być miejsce pamięci, zwalony obelisk, gdzie nadal ludzie palą lampki i przynoszą kwiaty.

  13. Myślących tak jest wśród P.T. Komentatorów tego wpisu "Beskidii" więcej, rzecz jasna - także ja. Ale sprawa jest trudna, i to nie tylko z przyczyn subiektywnych - tj. nieprzychylnej postawy części społeczeństwa B-B upamiętnienia poległych i zmarłych wojskowych niemieckich - przecież najeźdzców i często gnębicieli naszej Ojczyzny! Są i trudności obiektywne: V. Taras byłego Niemieckiego Cmentarza Wojskowego - choć leży poza terenem dzierżawionym przez p. Wiesława Mydlarza na Autocamping, zgodnie z jego informacją zakupiony został (od Miasta B-B!) przez grupę prywatnych właścicieli i nie wiemy, czy w akcie sprzedaży postawiono warunek zachowania w stanie obecnym leżącego tam od chwili wysadzenia przez Sowietów obelisku o wysok. 4,6 m - pozbawionego wieńczącej go dawniej rzeźby symbolicznego "Żelaznego Krzyża"! Obelisk ten, od zawsze nie posiadający symboliki nazistowskiej, posiada jednak wielką wartość historyczną i zabytkową, a zatem podlega ochronie konserwatorskiej! I pewnie dla tego tylko się tam uchował, schowany za gęstymi zaroślami grabowo-tarninowymi... Sprawa upamiętnienia pozostałości tego Cmentarza, zaostrzyła się po odkryciu nad Potokiem Olszówka i zabezpieczeniu czterech nagrobków poległych pancerniaków niemieckich - ostatnich jakie się zachowały - choć pozbawiono je cech krzyży nagrobnych, to jednak dobrze zachowały się wyryte w warsztacie kamieniarskim Andreasa Walczoka epitafia. One także powinne spocząć na skromnej ekspozycji obok kamiennego obelisku. A więc mamy do czynienia ze sprawą własnościową gruntu po V. Tarasie Cmentarza i kosztami urządzenia ekspozycji: ogrodzenie, uporządkowanie i aranżacja terenu, tablica informacyjno-pamiątkowa - obiecana jeszcze przed kilku laty przez Przedstawiciela Urzędu Wojewódzkiego w Katowicach p. Stanisława Twardocha. Ale dla mnie i wielu Pasjonatów "Beskidii" upamiętnienie tego byłego Niemieckiego Cmentarza Wwojskowego (Heldenfriedhof!) pod Dębowcem jest sprawą nie tylko zniczy nad mogiłami Poległych, ale przypomnieniem heroizmu bohaterskiego Obrońcy Polskiej Ojczyzny, który w beznadziejnej walce tylko o Honor - potrafił pokonać tylu - bo na samym południowym teatrze wojennym ponad 4000 lepiej uzbrojonych napastników! Trudno pojąć - wprost w głowie się nie mieści, jak ci oficjele PRL-owscy mogli zniszczyć tak dobitny dowód naszego, polskiego heroizmu? W dodatku - łamiąc przy tym drastycznie polskie prawo o grobach, cmentarzach wojennych i ekshumacjach... Pozdrawiam Wszystkich Zainteresowanych serdecznie - KLK

  14. Wstydzę się za osoby które świadomie bezczeszczą ten cmentarz. To jest i pozostanie teren cmentarza...Powstanie tam Campingu pozostawiam bez komentarza. Wstyd!!

  15. Czy ktoś wie jakie są losy obelisku ? Jak jest realizowana owa obietnica upamiętnienia miejsca ?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *.
Jesteś niezalogowany lub niezarejestrowany. Twój komentarz będzie widoczny po zaakceptowaniu przez Administratora strony. Możesz się zalogować lub zarejestrować.