W dzieciństwie ja i dzieciaki z okolicy całymi dniami bawiliśmy się beztrosko na terenie sąsiedzkich budynków ADM, które były otwarte dla wszystkich i można było biegać po dachu, bawić się w chowanego w ciemnych piwnicach, przesiadywać na klatkach schodowych i delikatnie po dziecięcemu psocić, bo zawsze ktoś z ADM naprawił uszkodzone elementy budynku . Mieszkańcy posiadali szopki gospodarcze w których trzymali drewno i węgiel na opał, a wychodek był wspólny na zewnątrz budynku. Obecnie administracja miasta stwarza tym lokatorom boskie warunki za podatki mieszkańców, np. budynek po byłej szkole przy ulicy Bystrzyńskiej został przystosowany na mieszkania i co widzimy teren ogrodzony, garaże, mała ilość lokatorów, zero odpowiedzialności za te tereny, niczym "wspólnota mieszkaniowa", a jaki czynsz ? Pytanie ile osób z administracji UM zatrudnionych jest za niemałe wynagrodzenia przy nadzorze i remontach wszystkich ADM obiektów i ile kosztuje to nas podatników w skali roku ? Czy nas bielszczan na to stać ?Dlaczego jedni muszą zaciągać holendarne kredyty i sami utrzymywać swoje lokale, a innym funduje się za bezcen mieszkanie ? czy aby wszyscy mieszkańcy ADM to ludzie biedni ? Przyjżyjmy się temu administracyjnemu stworowi, bo to przecież nasze wspólne pieniądze ! Antoni H








