Pomimo letniej aury warto przypomnieć zimowe, historyczne zdarzenie z bielskim wątkiem w tle. Właśnie w tym roku minęło 60 lat od pierwszej akcji ratunkowej z pomocą śmigłowca w polskich górach. Miało to miejsce 28 lutego 1961 roku na Rysiance w Beskidzie Żywieckim, gdzie dwoje turystów z Katowic i Warszawy zaczadziło się tlenkiem węgla w schronisku PTTK. Zgłoszenie o wypadku zostało nadane o godz. 13:20, a o godz. 14:25 wystartował helikopter (Zespół Lotnictwa Sanitarnego) z Katowic. Po kilkudziesięciu minutach maszyna zabrała z lotniska w Bielsku-Białej Aleksandrowicach członka GOPR, bielszczanina Jerzego Podgórnego oraz lekarza Zbigniewa Tusiewicza i udała się na Halę Rysianki, gdzie wylądowała o godz. 15:20. Jak na tamte czasy i okoliczności była to szybka akcja ratownicza.
Akcja ta była przełomowym momentem w działalności GOPR. Okazało się bowiem, jak bardzo śmigłowiec może być pomocny przy takich akcjach i jak bardzo dzięki niemu skraca się czas reakcji w dotarciu do poszkodowanych znajdujących się nawet w bardzo trudnym terenie. Obecnie współpraca Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego z Lotniczym Pogotowiem Ratunkowym jest czymś normalnym. Dzięki niej udaje się uratować zdrowie i życie wielu ludzi.











Wypadek jest opisany w Zacisku nr 4 z 1987r. Miało to miejsce w październiku 1986 r. Jeden ze Śląskich grotołazów uległ wypadkowi w Jaskini w Trzech Kopcach - po przetransportowaniu go na szczyt Klimczoka - został zabrany śmigłowcem do szpitala.