Przy uroczym przydrożnym Lasku „Kamieniec Puńca” zatrzymywaliśmy się nieraz w drodze powrotnej z odwiedzin Cioci Mani Rychlikowej w cieszyńskim Domu Opieki Sióstr Zakonnych – dla wytchnienia i posilenia się. Nie zagłębialiśmy się tam za bardzo z dziećmi w las ze względu na gęste poszycie, ot tylko dla uzbierania bukiecików kwiatów leśnych, no i dla podziwiania przyrody tego odludzia. Musiało to być przed 1979 rokiem, kiedy przebijając się przez gąszcz w niecce terenowej okolonej pięknym starodrzewem liściastym, zauważyłem tam ślad ludzkiej ręki: ogrodzony sztachetkami skrawek gruntu, pośrodku którego stojący w wysokiej zieleninie słoik z wyschłymi kwiatami i … wypalone znicze – ani chybi grób! Nie pamiętam już krzyża, z pewnością nie było żadnego napisu…
Zaciekawieni, zatrzymaliśmy wracając samochód przy gospodarstwie niedaleko szosy cieszyńskiej i tam od gospodarzy uzyskaliśmy wyjaśnienie: to symboliczny grób rozstrzelanych przez żandarmerię niemiecką żołnierzy Wehrmachtu, którzy tuż przed opuszczeniem przez Niemców Cieszyna w dn. 03.05.1945 odmówili dalszej walki: po śmierci Hitlera i kapitulacji Berlina, ich zdaniem dalsza wojna nie miała sensu – należało się poddać tak jak wszyscy inni! Innego zdanie był sąd wojenny prowadzony przez tzw. oficerów narodowo-socjalistycznych, który skazał ich na śmierć za niesubordynację, czyli odmowę walki do ostatniego żołnierza jak to nakazał Führer… Egzekucję zaobserwował po kryjomu jeden z mieszkańców wsi z tzw. ambony do polowania. Niestety, indagowany gospodarz nie wiedział, ilu wehrmachtowców zostało rozstrzelanych i kto ich zakopał, ale wiadomo że przywieziono ich samochodami. To okoliczni gospodarze urządzili po wojnie ten symboliczny grób…












