Zdjęcia powiązane

Dodaj zdjęcie z innego okresu
lub zdjęcie powiązane

Pasjonaci „Beskidii”, którzy zaglądają czasem w starsze zapisy „Podróży w czasie”, zapewne zauważyli nikły udział wśród nich tematów niezwiązanych z Bielskiem, Białą i otaczających te miasta wsi – obecnie dzielnic peryferyjnych: Starego Bielska, Aleksandrowic, Kamienicy, Wapienicy, Olszówki Górnej i Dolnej, itd.! Czasami jeszcze Ustroń, Wisła, Cieszyn, no i Żywiec, rzadziutko jakaś inna perełka naszej beskidzkiej ojczyzny – a szkoda, bo przeciez także warta upamiętnienia! Sam jestem nie bez winy: ino ta Równica (no bo naprawde cudowna!) i jej okolice u podnóża, czas więc najwyższy na przeskok z doliny Wisły w cudną dolinę Soły! Jesteśmy w małopolskich Kobiernicach czasu okupacji niemieckiej, dla nas Bielszczan enklawy polskości – stąd tak dobrze czuł się tu nasz Ojciec: wreszcie mógl bez obaw porozmawiać z każdym jednym po polsku! No – za wyjątkiem garstki oficjeli: strażników rzecznych, policjantów, urzędników gminnych; wśród nich, z uwagi na nienaganny akcent austriacki, uchodzić mógł za nieszkodliwego bielskiego autochtona, przebywającego tu z dziećmi na Sommerfrische, czyli wakacjach letnich. Mieszkaliśmy u brata kolegi szkolnego Ojca, Franciszka Wykręta, przedwojennego miejscowego prominenta – bo nadzorcy rzecznego i właściciela wielkiego gospodarstwa rolnego, położonego idyllicznie tuż nad martwą odnogą Soły, istnym raju wędkarskim i zabaw dziecięcych! Zdjęcie nieznanego autorstwa, ukazuje parterowy.dom mieszkalny o konstrukcji zrębowej oraz położoną równolegle za nim wielką stajnię-oborę-chlew, przez gałęzie drzew sadu owocowego obrastającego gospodarstwo prześwituje jeszcze trzeci równolegle usytuowany budynek: wielka stodoła. Tak wielkie gospodarstwo nie jest w stanie obsłużyć sama rodzina, najmują zatem jeszcze parobka Janka – naszego przewodnika i przyjaciela oraz starszą trochę dziewczynę, a przy robotach rolnych i w żniwach pomaga zamieszkała w sąsiedztwie rodzina gospodyni. To bez wyjątku wspaniali, otwarci i niezwykle gościnni ludzie, których dotąd wspominam z rozrzewnieniem: u nich właśnie latem 1941 roku spędziliśmy z Ojcem i Bratem Alfredem najmilsze wakacje naszego życia – i to mimo złowróżbnej okupacji! Zaś widoczne na zdjęciu drzewa owocowe, to w większości śliwy wczesnych odmian: węgierki i mirabelki, którymi zajadaliśmy się bez umiaru, wprost z drzewa – jak już później nigdy więcej. Pod nimi kraty drewniane do suszenia owoców i uwijający się pomiędzy nimi kolejny nasz, nieco „egzotyczny” przyjaciel – łowiący myszy jeż, kury z kurczętami; rodzima, polska wieś w całej krasie…

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *.
Jesteś niezalogowany lub niezarejestrowany. Twój komentarz będzie widoczny po zaakceptowaniu przez Administratora strony. Możesz się zalogować lub zarejestrować.